Połowa sezonu już za nami. Krótki to sezon z uwagi na nasze opóźnienie w wodowaniu łódki, ale wcale udany. Czas wiosennych startów regatowych dobrze wykorzystaliśmy. Naszym celem było wzięcie udziału w 4 regatach tradycyjnie odbywających się o tej porze roku. Cel został osiągnięty.

Zajmowane lokaty nie były niestety najwyższe z uwagi na brak odpowiedniego czasu na treningi w okresie przygotowawczym. Trudno trenować żeglowanie kiedy łódka wciąż na brzegu. Sami jesteśmy sobie winni, więc nikt nie ma do nikogo pretensji. Mimo to miny mamy nietęgie, bo znów musimy przełykać kąśliwe uwagi kolegów z innych załóg.

Gdzie tym razem popełniliśmy błąd? Znów ciśnie się na usta, że winne jest nasze spóźnialstwo. Jasne. Jednak czy nie mylimy skutku z przyczyną? Zasób czasu zawsze jest dobrem ograniczonym. Nikt z nas nie cierpi na jego nadmiar. Każdy ma dużo zadań i jakoś tak już przyzwyczailiśmy się, że łapiemy opóźnienia i nie trenujemy. No, ale miejsca na podium żal.

Wiadomo – priorytety. Najpierw jest rodzina i praca, często praca i rodzina, czasem tylko praca, wreszcie nasze hobby. Ile to już kufli piwa spełniliśmy nad tą filozoficzną układanką. Chciałoby się więcej pływać, ale nie ma kiedy. Pocieszamy się, że te 4 starty to i tak dużo. Cel osiągnęliśmy. No, ale miejsca na podium żal.

„Kierownik” ma najbardziej posępną minę. Niby wszyscy są równi, ale czuje, że to bardziej jego odpowiedzialność niż pozostałych z nas. To przecież on miał nas zebrać byśmy dopracowali nasze cele. Tymczasem trochę z marszu przyjęliśmy, że startujemy jak zwykle. Wynik, jasne, chciałoby się jak najlepszy, ale naszym celem był udział. Celem był udział…

Doznane przez „kierownika” olśnienie wyraziło się mocnym żeglarskim słowem. Spojrzeliśmy na niego pytająco, ale szybko zrozumieliśmy w czym rzecz. Przed nami jesienna część sezonu regatowego. Jeśli naszym celem nadal będzie udział, to nie trzeba się specjalnie spinać. Znów 4 starty w tradycyjnych terminach. Jeśli jednak naszym celem będzie zdobycie miejsca na podium, przynajmniej w 2 regatach, to co musimy zrobić?

Szybko mierzymy się z koncepcją. Cel jest ambitny, ale przy tym jasny i realny. Z pewnością leży to w zasięgu możliwości naszych i naszej łódki. Potrzeba trochę dodatkowego wysiłku. Do końca września w 2 z 4 zaplanowanych startów chcemy stanąć na „pudle”. Tak konkretne i sprecyzowane w czasie spełnienie naszych żeglarskich ambicji z pewnością łatwiej zyska również akceptację naszych rodzin.

Zwłaszcza, że pokazujemy im naszą determinację. Już wcześniej mieliśmy wynegocjowany tygodniowy wypad na żeglarską włóczęgę na początku sierpnia. Zamiast jednak włóczyć się od portu do portu i od tawerny do tawerny wykorzystamy go przede wszystkim na treningi. Wiadomo – priorytety. Teraz potrzeba nam podniesienia sprawności żeglarskiej, a na dumne opowieści przyjdzie czas gdy będziemy celebrować zakończenie tego wyjątkowego sezonu.

Zapytacie, czy nie szkoda czasu wolnego na takie sportowe zmagania i żeglarskie treningi? Wiem, że tych, którzy już tego spróbowali nie będę musiał przekonywać. Tym zaś, którzy nie mieli jeszcze okazji spróbować gorąco do tego zachęcam. Obecnie w wielu miejscach można pościgać się pod żaglami, nawet jeśli nigdy wcześniej nie stało się na łódce. Szybko przekonacie się, że wystarczy poczuć wiatr we włosach, słońce (a czasem deszcz;) na twarzy i oddać cumy by w krótkim czasie oderwać się od codzienności i zrelaksować. Czego serdecznie w okresie wakacyjnym Wam życzę!

Comments are closed.