POD ŻAGLAMI – CZ. 2

W pierwszej część naszej żeglarskiej opowieści zmierzyliśmy się z powtarzającym się co roku opóźnieniem w wodowaniu naszej łódki. Inaczej mówiąc rozważaliśmy przyczyny występowania podobnych trudności w podobnych do siebie i realizowanych regularnie projektach.

Naszym wnioskiem było korzystanie z doświadczeń i uczenie się na błędach. Świadome ich wykorzystanie by w kolejnych podobnych przedsięwzięciach nasze działania były bardziej skuteczne. W tym celu kończąc projekt nie możemy zapomnieć o jego ewaluacji, czyli ocenie, a także o spisaniu naszych nauczek, bo pamięć często zawodzi.

Załóżmy, że zeszły sezon zakończyliśmy rzetelnym podsumowaniem, oceną i spisaniem doświadczeń z naszego spóźnionego wodowania. Dokładnie omówiliśmy przyczyny organizacyjne po stronie jachtklubu, dostępność dźwigu i podjęliśmy mocne postanowienie poprawy. Wszystko zostało spisane.

Nasz projekt „Sezon pod żaglami” powinien się zatem rozpocząć od spektakularnego sukcesu i osiągnięcia znaczącego kamienia milowego, jakim jest postawienie łódki na wodzie, z dużym wyprzedzeniem w stosunku do naszego ambitnego jak zwykle planu. Tymczasem… łódka nadal stoi na brzegu, a my grzęźniemy w dyskusji pt.: Kto zawinił?

„Przecież wiedziałeś, że trzeba to zrobić”, „Zawsze ty to robiłeś”, „Czemu nikt tego nie sprawdził”, „Ja czekałem tylko na sygnał, ale nikt się nie odezwał”, „Miałem nawet do was zadzwonić, ale spodziewałem się, że ty to zrobisz”… Siedząc w naszej klubowej kawiarni z każdym zdaniem jesteśmy obdarzani pełnymi politowania spojrzeniami kolegów żeglarzy.

Nasza załoga jest grupą równych sobie kolegów. Razem utrzymujemy naszą łódkę, razem startujemy w regatach, zmieniamy się za sterem by każdy miał radość ze wspólnych startów. W tej równości czai się jednak pułapka braku odpowiedzialności za zadania. Mógł je wykonać którykolwiek z nas. Każdy z nas myślał, że ktoś je wykona. W związku z tym nie wykonał ich nikt.

Znów spóźnieni zwołaliśmy wreszcie pospolite ruszenie. Krzątamy się bezładnie, we trzech łapiemy za jedną linę, podczas gdy ta podtrzymująca masz niebezpiecznie pozostaje poza naszym zainteresowaniem. Tylko cudem uniknęliśmy upadku masztu i prawdziwej katastrowy, a może i tragedii. Wreszcie ktoś przytomnie spostrzega „Panowie, czas podzielić się robotą!”.

W naszej grupie pojawił się „kierownik”, jak od razu trochę złośliwie został ochrzczony. Posadził nas na burcie i przegadaliśmy, co jest do zrobienia. „Kierownik” dopilnował by jeden z nas spisał wszystkie zgłoszone zadania. Każdy mógł dorzucić coś od siebie. Razem ułożyliśmy kolejność i zgodziliśmy się kto co robi. Potem poszło już gładko. Łódka wreszcie jest na wodzie gotowa do żeglugi.

„Kierownik” spisał się na medal. Już zupełnie poważnie powierzyliśmy mu pilnowanie spraw przez cały sezon. Teraz jego zadaniem będzie zebrać nas ponownie byśmy wspólnie dopracowali nasze cele sportowe i turystyczne. Już wiemy, że warto będzie przy ich realizacji podzielić się odpowiedzialnością.

Znów jesteśmy mądrzejsi o doświadczenie. „Kierownik” zadbał o ty by od razu je zapisać. Będzie do czego wrócić w listopadzie. Chyba warto będzie już wtedy też zastanowić się kto będzie „kierownikiem” w kolejnym roku. Przecież osoba w tej roli nie musi być stała. Jasne jest jednak, że rola jest potrzebna i musi zostać obsadzona.

Autor: Maciej Krupa

Comments are closed.